Mój egzamin na prawo jazdy

Pamiętam to jakby to było dzisiaj. Wyjeżdżałam z podporządkowanej więc mocno zwolniłam, zredukowałam bieg, włączyłam prawy kierunkowskaz i nagle stanęłam. Podczas egzaminu byłam bardzo zdenerwowana ale moment zatrzymania pojazdu wydał mi się dziwny i z konsternacją w oczach spojrzałam na egzaminatora. Nie wiedziałam co się stało. Dlaczego samochód nie pojechał skoro wcisnęłam pedał gazu? Myślę, że egzaminator widział moje zdziwienie i natychmiast powiedział, że w związku z tym, że nie zatrzymałam się przy znaku STOP, oblałam egzamin. Kolejnym krokiem była zamiana miejsc, egzaminator pojechał ze mną do Wojewódzkiego Ośrodku Ruchu Drogowego.

Na przykładzie mojej sytuacji starałam się ocenić tragiczne zdarzenie w Szaflarach podczas, którego zginęła 18-letnia dziewczyna próbująca uzyskać uprawnienia do kierowania pojazdami na kat. „B”. Pozwólcie, że przypomnę. Dziewczyna nie zatrzymała się przed znakiem STOP i wjechała na przejazd kolejowy. Nadjeżdżający pociąg uderzył w samochód, który zgasł i stanął na torach. Egzaminator zdążył uciec, a zdająca została w środku, nawet nie odpięła pasów bezpieczeństwa.

Z ustalonych przeze mnie informacji, wynika, że od znaku STOP do przejazdu było około 8 metrów. Dlaczego egzaminator nie zatrzymał pojazdu w momencie, kiedy dziewczyna zbagatelizowała znak? Miał na to naprawdę dużo czasu. Jego obowiązkiem wydaje się jest czuwać nad bezpieczeństwem i nie pozwolić do dalszej jazdy jak w moim przypadku, kiedy podeszłam do egzaminu pierwszy raz. Egzaminator nie pozwolił mi wyjechać na główną ulicę. Nie ma chyba znaczenia czy faktycznie coś by się stało i ktoś nadjeżdżał z lewej strony. Ważne jest, że nie dopuścił do tragicznej sytuacji.

A więc? Może ktoś z was, posiada wiedzę na ten temat? Zachęcam do komentowania.

Źródło zdjęć: pixabay.com

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.