Czy nowy samochód dla początkującego kierowcy to dobry pomysł?

 

Witajcie kochani!

Opowiadałam ostatnio o moim wymarzonym samochodziku czyli o Fordzie Focusie ST. Jestem obecnie na dobrej drodze do przekonania męża abyśmy sprawili sobie takie autko. Z początku mąż stwierdził, że nie jest to dobre auto dla początkującego kierowcy (czyt. dla mnie), a tak w ogóle to jest za drogie więc lepiej, żebym zapomniała o Focusie ST. Udało mi się jednak go namówić na wizytę w salonie Forda gdzie sam zachwycił się tym modelem! Auto tak bardzo mu się spodobało, że zaczął się zastanawiać nas zakupem. Wymyślił, że mi odda swojego staruszka, a sobie sprawi nowego Forda! Dzięki temu nie będzie się martwił, że uszkodzę super drogie auto, które ma jeszcze droższe części. Może i trochę racji ma ale ja i tak postanowiłam nie odpuszczać 😉 i stale walczę o ten piękny samochód. Póki co, stanęło na tym, że oboje chcemy kupić Focusa ST tyle, że każdy chce go dla siebie. Może powinnam odpuścić i zgodzić się aby to mąż jeździł nowym samochodem, a ja będę go sobie czasem pożyczać? W końcu coś w tym jest, że jeżeli zarysuję lub uszkodzę w jakiś sposób nowy samochód to naprawa nie będzie tania…, a ryzyko, że coś uszkodzę jest chyba duże. Z drugiej strony uważam, że jako nowy kierowca, który posiada nowe auto, będę zdecydowanie bardziej uważać! Zresztą chyba lepiej nabyć samochód z gwarancją? A zresztą dlaczego mam być skazana na jakiegoś starocia? Dodatkowo mogę zaproponować mężowi, że jeżeli coś uszkodzę to przecież mogę pokryć koszty. Niby budżet mamy wspólny ale każdy z nas ma swoje prywatne konto więc jeżeli coś się stanie to wezmę to na siebie. Mam mętlik w głowie i nie wiem co zrobić. Może sytuacja sama się wyklaruje i to mąż przedstawi idealne wyjście ;)? Poczekamy, zobaczymy.

Źródło ikony wpisu: plus.google.com

 

Walka o pięknego Forda ST!

Witajcie :)!

Mój pierwszy wpis mam już za sobą więc teraz już z górki ;)! Ostatnio opowiedziałam wam trochę o sobie i wspomniałam również o samochodach, które najbardziej mi się podobają czyli o… fordzikach :). Nie jestem znawczynią samochodów i podoba mi się także kilka modeli BMW czy Mercedsa ale są to samochody poza moim budżetem dlatego skupię się tych na moją kieszeń. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się mały, dynamiczny i czerwony Ford ST. Tak wiem, kolor niby nie ma aż takiego znaczenia ale ja już zakomunikowałam mężowi, że jak Ford to tylko ST i tylko czerwony! Wiecie co zrobił mój mąż?! Popukał się w czoło i skrzywił usta w grymasie. Stwierdził, że nie jest to dobry samochód dla mnie, a do tego jest drogi więc na pierwsze auto to totalnie nie „to”! No i tak zaczęła się gigantyczna kłótnia, którą bankowo słyszeli nasi sąsiedzi. Szybko dodałam, że nie musi to być nowy ford prosto z salonu! Do tego moim głównym argumentem jest fakt, że mąż obiecał mi samochód jak tylko zrobię prawo jazdy. Bardzo długo broniłam się przed prawkiem, ponieważ tłumaczyłam wszystkim na około, że po prostu nie czuję się dobrze za kółkiem i nie chcę zrobić sobie lub komuś krzywdy. Moje tłumaczenia wszyscy wzięli za infantylne i dalej naciskali abym zrobiła prawo jazdy. Jednogłośnie stwierdzili (nawet mój tato), że przeważająca część początkujących kierowców tak ma i z czasem to minie, a ja poczuję się za kółkiem jak ryba w wodzie. Jednak mnie to nadal nie przekonywało. Decydującym argumentem była decyzja o zakupie samochodu. Jak tylko zrobię prawko wybierzemy dla mnie samochód. No i widać teraz to się już nie liczy bo ja wybrałam, a mąż marudzi! Postanowiłam przygotować się do następnej walki i poczytałam o moim wymarzonym, czerwonym Fordzie ST. Tym sposobem mój mąż nie będzie mógł mi powiedzieć, że wybrałam ten wóz tylko ze względu na wygląd i może uda mi się go przekonać ;).