Nowe auto…

Mój mąż wczoraj dostał nowy katalog forda focusa. Jego szef szuka samochodu dla swojej żony i poprosił męża, żeby ten mu coś doradził. Szef męża wie, że niedawno kupiliśmy sobie nowego focusa ST i małego Ka dla mnie więc jesteśmy na bieżąco. Mąż wracając z pracy podjechał do salonu gdzie kupiliśmy nasze autka i porozmawiał z dealerem Forda. Dla nas to duży plus jeżeli uda się im sprzedać kolejne auto. W razie jakiś problemów zawsze będziemy mogli liczyć na dodatkową pomoc ze strony salonu. Mąż dostał kilka katalogów, cennik i wszystko wręczył szefowi. Rozmowa z szefem na tyle się przedłużyła, że do domu przyjechał całe dwie godziny później ale wiadomo, że czasem warto pomóc szefowi ;). Szef męża prawdopodobnie zdecyduje się na focusa. Jego żonie zdecydowanie najbardziej spodobał się właśnie ten samochód i z tego co się dowiedziałam to oczywiście w… czerwonym kolorze ;). Ha! Ostatnio właśnie o tym pisałam – mówiłam wam, że czerwony kolor samochodu to idealny kolor dla kobiety. Jak widzicie, jak zwykle się nie myliłam hehe ;). Jednak jest jeden minus tej całej sytuacji bo jak mąż przyniósł do domu kilka katalogów do domu to jak dorwałam katalog forda focusa to trochę smutno mi się zrobiło i zaczęłam żałować, że nie wzięłam focusa zamiast mojego Ka. Chociaż mąż później mi tłumaczył i może ma rację, że na początek dla świeżego kierowcy mały samochodzik jest idealny, a focus jest jednak większy od forda Ka. Zresztą powiedział, że jak się wprawię i przejadę trochę kilometrów to przecież zmienię samochód na taki jaki tylko będę chciała :)! Nie ma co świrować… fajnego mam męża ;).

Źródło ikony wpisu: memy.pl

Używane czy nowe?

Jakiś czas temu spotkałam się z moją koleżanką, która podobnie jak ja nie wie zbyt dużo o samochodach. Tym bardziej się zdziwiła, kiedy zaczęłam jej opowiadać o pomyśle na mojego bloga. Szybko stwierdziła, że to chyba nie jest zbyt dobry pomysł, a nawet jeżeli go założę to zapewne jeszcze szybciej z niego zrezygnuję. No i tutaj się pomyliła bo minęły już ponad dwa tygodnie, a ja dalej piszę i wcale nie zamierzam przestać :)! Dzisiaj właśnie spotkałyśmy się ponownie i koleżanka była dla mnie pełna podziwu. Powiedziała nawet, że przeczytała kilka moich wpisów i nawet jej się spodobały! Skoro zaczęłyśmy rozmawiać o moim blogu to szybko zeszłyśmy na temat… samochodów. Musicie przyznać, że to bardzo ciekawe, że dwie kobiety, które praktycznie nic nie wiedzą o samochodach rozmawiają właśnie na ten temat. Nasza rozmowa skupiła się wokół samochodów używanych kontra nowe. Ja jestem zwolenniczką zakupu nowych aut, które są na gwarancji. Z kolei moja koleżanka wychodzi z założenia, że nie warto przepłacać za nowe auto skoro można kupić samochód 3 letni w bardzo dobrym stanie. Pomimo naszej długiej i zaciętej dyskusji żadna nie zrezygnowała ze swojego zdania. Ja uważam, że jest więcej minusów. Kupując używane auto nigdy nie mamy pewności, że samochód nie brał udziału w stłuczce czy kolizji. Owszem takie mankamenty ciężko ukryć ale wszystko kochani jest do zrobienia. Podobnie sytuacja ma się z przebiegiem auta. Istnieje wiele sposobów dzięki, którym pozbędziemy się zbędnych kilometrów, które przeszkadzają nam w sprzedaży samochodu. Chyba jedynym minusem zakupu nowego auta jest jego cena. Niestety jest to spory wydatek ale wychodzę z założenia, że warto dlatego mam nadzieję, że już niedługo będę szczęśliwą posiadaczką pięknego Fordzika :).

Źródło ikony wpisu: newcarselloff.com

Walka o pięknego Forda ST!

Witajcie :)!

Mój pierwszy wpis mam już za sobą więc teraz już z górki ;)! Ostatnio opowiedziałam wam trochę o sobie i wspomniałam również o samochodach, które najbardziej mi się podobają czyli o… fordzikach :). Nie jestem znawczynią samochodów i podoba mi się także kilka modeli BMW czy Mercedsa ale są to samochody poza moim budżetem dlatego skupię się tych na moją kieszeń. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się mały, dynamiczny i czerwony Ford ST. Tak wiem, kolor niby nie ma aż takiego znaczenia ale ja już zakomunikowałam mężowi, że jak Ford to tylko ST i tylko czerwony! Wiecie co zrobił mój mąż?! Popukał się w czoło i skrzywił usta w grymasie. Stwierdził, że nie jest to dobry samochód dla mnie, a do tego jest drogi więc na pierwsze auto to totalnie nie „to”! No i tak zaczęła się gigantyczna kłótnia, którą bankowo słyszeli nasi sąsiedzi. Szybko dodałam, że nie musi to być nowy ford prosto z salonu! Do tego moim głównym argumentem jest fakt, że mąż obiecał mi samochód jak tylko zrobię prawo jazdy. Bardzo długo broniłam się przed prawkiem, ponieważ tłumaczyłam wszystkim na około, że po prostu nie czuję się dobrze za kółkiem i nie chcę zrobić sobie lub komuś krzywdy. Moje tłumaczenia wszyscy wzięli za infantylne i dalej naciskali abym zrobiła prawo jazdy. Jednogłośnie stwierdzili (nawet mój tato), że przeważająca część początkujących kierowców tak ma i z czasem to minie, a ja poczuję się za kółkiem jak ryba w wodzie. Jednak mnie to nadal nie przekonywało. Decydującym argumentem była decyzja o zakupie samochodu. Jak tylko zrobię prawko wybierzemy dla mnie samochód. No i widać teraz to się już nie liczy bo ja wybrałam, a mąż marudzi! Postanowiłam przygotować się do następnej walki i poczytałam o moim wymarzonym, czerwonym Fordzie ST. Tym sposobem mój mąż nie będzie mógł mi powiedzieć, że wybrałam ten wóz tylko ze względu na wygląd i może uda mi się go przekonać ;).