Prawko niezbędne przed świętami ;)

Już niedługo Święta Bożego Narodzenia więc powoli zbieram się za porządki. Na zakupach świątecznych już byłam więc teraz pozostało mi tylko ogarnąć dom i zabrać się za przygotowywanie potraw świątecznych. Generalnie bardzo lubię ten cały harmider i zamieszanie wokół Świąt Bożego Narodzenia. W radiu i w centrach handlowych gra świąteczna muzyka bez której nie wyobrażam sobie zimy. Co roku czekam aż witryny sklepowe będą przyozdobione bombkami i lampkami choinkowymi. Uważam, że stwarza to cudowną atmosferę, która udziela się każdemu. W domu oczywiście także przystrajam okna i schody lampkami :). Panuje u nas bardzo świąteczny klimat, który mnie uspokaja i dodaje mi dużo pozytywnej energii. Także jako młody kierowca muszę potwierdzić, że prawo jazdy są bardzo, bardzo przydatne szczególnie w okresie przed świątecznym. Kiedyś musiałam prosić męża lub tatę aby jechali ze mną na zakupy, a obecnie ogarniamy z mamą wszystko same. Jak już wcześniej wspomniałam byłyśmy w centrum handlowym w poszukiwaniu prezentów i mamy to z głowy. Teraz pozostało mi tylko podjechać do centrum na targ warzywno owocowy i zrobić zakupy spożywcze. Moim małym Ka to żaden problem bo nawet jak nie ma miejsca to mój malutki samochodzik wszędzie się zmieści ;). Jest idealny na zakupy i jazdę po zakorkowanym mieście! Generalnie wszystko mogę zrobić sama, wystarczy, że mam samochód i trochę gotówki w portfelu ;). Jedyne z czym sobie nie poradzę pomimo że mam samochód to… choinka ;). Do tego niezbędny jest mój mężuś, który ją przywiezie i usadzi :). No, może gdybym miała samochód dostawczy to też bym sobie poradziła ale w końcu do czegoś muszę wykorzystać męża ;). A wy jak tam z przygotowaniami świątecznymi?

Źródło ikony wpisu: pisz.wm.pl

Nowy samochód dla mamy… ;)

Ten kto czytał mojego poprzedniego posta wie, że… moja mama zrobiła prawo jazdy i zdała za pierwszym razem!?! Jestem w szoku bo zrobiła to wszystko w tajemnicy i jak zadzwoniła do mnie dwa dni temu z nowiną to myślałam, że robi sobie ze mnie żarty. Od jakiegoś czasu bowiem, próbujemy z tatą i bratem przekonać mamę do zrobienia prawka, a tu proszę taka niespodzianka. Obiecałam mamie, że poczekam do niedzieli z nowiną, a do tej pory nikomu nic powiem ale byłam tak podekscytowana, że mój mąż natychmiast mnie przejrzał. Wczoraj postanowił zrobić listę prezentów na święta, którą robimy co roku i uparł się, że mojej mamie sprezentujemy kurs prawo jazdy! Jak tylko to usłyszałam to automatycznie zaczęłam się śmiać co zdziwiło mojego męża. Oczywiście kurs na prawo jazdy jest już w ogóle nie potrzebny bo mama jest już oficjalnym, świeżym kierowcą ;). Powiedziałam, że to bezsensu bo przecież ona jest uparta jak osioł 😉 i nie da rady jej przekonać i taki prezent to tylko wyrzucone pieniądze w błoto. Mąż jednak się uparł i powiedział, że możemy przecież dogadać się ze szkółką, że w razie odmowy prezentu, zwrócą nam pieniądze. Im bardziej on przekonywał tym bardziej mnie to bawiło aż w końcu nie wytrzymała i powiedziałam mu, że mamie nie jest już potrzebny kurs. Zdziwiony zapytał co oznacza „już” w moim stwierdzeniu więc powiedziałam, że mama zdała egzamin. Ach żałuję, że nie widzieliście jego miny hahahahahaa! Oczywiście był trochę zły, że mu nie powiedziałam ale zrozumiał, że była to prośba mamy. No i teraz czekamy z niecierpliwością już we dwójkę na niedzielny obiad i minę taty ;)! Dodatkowo, mama już przeglądała oferty salonów samochodowych i wybrała nowego forda mustanga haha! Ciekawe co na to biedny tato i jego portfel ;).

Źródło ikony wpisu: needforspeed.com

 

Niespodzianka :)!

Jeżeli ktoś śledzi mojego bloga to wie, że moja mama nie ma prawo jazdy i nie zamierza ich zrobić. Mój tato od jakiegoś czasu próbuje ją do tego przekonać tłumacząc, że będzie znacznie bardziej niezależna no i znajdzie dla siebie ciekawe zajęcie. Nie trudno się z nim nie zgodzić i przyłączyłam się do namawiania mamy na zostanie kierowcą ;). Sama kiedyś bardzo długo wzbraniałam się przed zrobieniem prawka ale w końcu proszenie i marudzenie wszystkich na około, zmusiło mnie do pójścia na kurs. Obecnie nie żałuję, a nawet jestem wdzięczna bo faktycznie, auto dało mi dużo swobody :). Starałam się to delikatnie wytłumaczyć mojej mamie ale niestety ona jest chyba jeszcze bardziej uparta niż ja ;). No i dlatego możecie sobie wyobrazić w jakim szoku byłam jak dzisiaj zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że właśnie zdała egzamin na… prawo jazdy!!! Na początku myślałam, że po prostu sobie ze mnie żartuje ale jej ton, powaga i radość w głosie mówiła sama za siebie. Mama faktycznie zdała prawko!!! Jakiś czas temu zapisała się na zajęcia z jogi i jak się dzisiaj okazało nie chodziła na jogę, a na kurs prawo jazdy. Oczywiście nikomu nie powiedziała bo nie chciała zapeszać, a sama też nie była pewna czy prowadzenie samochodu będzie na tyle przyjemne, że będzie chciała to zrobić. Natychmiast zapytałam skąd ten pomysł i kto ją przekonał na co ona, że w zasadzie to nikt bo myślała o tym już od momentu, kiedy ja zapisałam się na prawko. Nie pozostało mi nic innego jak jej pogratulować i umówić się na niedzielny obiad! Obiecała, że poczeka z nowiną do niedzieli abym mogła zobaczyć minę taty 😉 haha! Swoją drogą pamiętam, jak jej obiecał, że jak zrobi prawko to kupi jej nowiutki samochód – jaki tylko będzie chciała! Chyba czeka go niezły wydatek ;).

Źródło ikony wpisu: michigancriminallawyer-blog.com

Dlaczego chciałam zrobić prawo jazdy…

Nie miałam jeszcze okazji spokojnie porozmawiać z mężem o moim wymarzonym Fordzie Focusie ST dlatego postanowiłam dzisiaj opowiedzieć wam jak to było z moim prawkiem. W zasadzie to mało kto o tym wie (mój tato, mama i obecnie mój mąż) ale na prawo jazdy zapisałam się w wieku… 18 lat! Pisałam ostatnio, że dopiero niedawno zrobiłam prawko i że zdałam za drugim razem, co oczywiście jest prawdą ale nie powiedziałam wam, że moje pierwsze podejście do tematu czterech kółek było wiele lat temu. Pamiętam jak mój starszy brat zapisał się na prawo jazdy w wieku 17 lat. Strasznie męczył rodziców aby wyrazili zgodę. Nie rozumiałam o co tyle hałasu ale jak w wieku 18 lat dostał prawko i zaczął się tym chwalić przed dziewczynami natychmiast pojęłam dlaczego tak zależało mu na czasie ;). W szkole średniej dołączył do naszej klasy chłopak, w którym zabujałam się po uszy. Był wysoki, dobrze zbudowany i miał cudowne czarne oczy. Wiele razy próbowałam go zagadać ale niestety bez rezultatu. Trochę mnie to dziwiło bo do tej pory miałam duże powodzenie u płci przeciwnej więc jego obojętność na moje wdzięki była zdumiewająca. Już miałam zrezygnować z walki o jego zainteresowanie jak usłyszałam jego rozmowę z kolegami na holu. Opowiadał o jakiejś dziewczynie (w zasadzie to się nią zachwycał), którą zobaczył jak kręciła „bączki” na parkingu. Stwierdził, że nie ma nic piękniejszego jak śliczna i pewna siebie dziewczyna za kółkiem! To mi wystarczyło. Postanowiłam zrobić prawo jazdy tak szybko jak to było możliwe. Mój tato bardzo się zdziwił ale stwierdził, że skoro tak mi zależy to dlaczego nie. Przebrnęłam równe 18 godzin i powiedziałam sobie dość. Nawet instruktor stwierdził, że chyba powinnam się wstrzymać z robieniem prawo jazdy bo ewidentnie tego nie czuję. No i tak zrobiłam. Prowadzenie samochodu w połączeniu ze skupieniem się na drodze i pieszych było dla mnie zbyt trudne. Ze smutkiem stwierdziłam, że nie oczaruję Karola moimi powalającymi zdolnościami kierowcy rajdowego… . Prawdopodobnie nawet jakby udało mi się zrobić prawko to byłabym tragicznym i niedojrzałym kierowcą dlatego jak to się mówi „dobrze wyszło, że nie wyszło” ;).

Mój pierwszy wpis :) !

 

Cześć wszystkim!!!

Długo się zastanawiałam czy warto i czy będę miała wystarczająco dużo czasu na stworzenie i prowadzenie bloga. Obecnie chyba wszyscy zakładają blogi i traktują to jako dobrą zabawę więc w końcu także zdecydowałam się i ja. Tematem mojego bloga (jak zresztą wskazuje nazwa) będą… samochody! Dlaczego samochody? Od kiedy pamiętam samochody nie były moim obiektem zainteresowań. Tak, nie pomyliłam się ;). Feministki pewnie miałaby mi za złe, że używam takich stwierdzeń ale jestem typową kobiecą kobietą. Oznacza to, że uwielbiam gotować, chodzić godzinami po sklepach, przymierzać sukienki, malować się, czytać wzruszające romansidła i godzinami zachwycać się nad małymi kotkami. W moim świecie nigdy nie było miejsca na samochody. Samochód to pojazd, którym jeździ mój tato, brat i obecnie mój mąż. Ja jestem osobą, która od zawsze zajmowała miejsce pasażera i od zawsze była z tego bardzo zadowolona. Z czego to wynika? Ciężko mi to stwierdzić ale prawdopodobnie wyniosłam to z domu. Moja mama nie ma prawo jazdy i chyba nigdy nie chciała mieć. Mój tato jest osobą, która (jak to sam mówi) wozi nasze cztery litery. Jest osobą konkretną, silną i decyzyjną. Zawsze w sytuacjach kryzysu to on podejmował decyzję co należy zrobić. Mama oczywiście brała udział w dyskusji ale to do taty należało ostatnie słowo. To taki typowy patriarchat. Wszelkie naprawy w domu to także było dzieło taty. My z mamą zajęłyśmy się prowadzeniem domu. Przyznam, że nigdy mi to nie przeszkadzało. Od dziecka czułam w sobie silny instynkt kobiecej kobiety i nie czułam potrzeby zgłębiania tajników np. motoryzacji. To się jednak w końcu zmieniło. Mój mąż zaczął mnie intensywnie namawiać na zrobienie prawka. Broniłam się bardzo długo ale gdzieś tam w środku zaczęłam się zastanawiać czy aby nie ma racji. W dzisiejszych czasach prawo jazdy mają wszyscy. Posiadanie prawka to równoznaczne z byciem niezależnym, mobilnym czy dynamicznym. Ja też chciałam taka być. Jak to dzisiaj mówię – dorosłam do jeżdżenia samochodem. No właśnie, prawko zrobiłam (zdałam za drugim razem) ale co dalej? Nauka przepisów i zasad panujących na drodze nie była trudna ale za to sama specyfika pojazdu i ogarnięcie tego co jest w środku (tzn. pod maską) i na jakiej zasadzie to działa? Niestety dla mnie bardzo skomplikowane, zbyt skomplikowane. No i tak powstała myśl o stworzeniu bloga o samochodach z punktu widzenia kobiety, która NIC nie wie o autach. Postaram się przełożyć wszelkie informacje, które zdobędę na tzw. prostszy język. Prawdopodobnie będzie trochę chaotycznie ale wydaje mi się, że „swój zrozumie swego”. Wnikliwi na pewno się zastanawiają dlaczego w nazwie mojego bloga jest ford? Ano dlatego, że najbardziej podobają mi się samochody tej marki i mam nadzieję, że kiedyś sobie taki jeden sprezentuję ale o tym w następnym poście.